facebook
 

Co gdzie kiedy

Nasze wspólne treningi

wtorek, g. 18.00-19.15, joga dla biegaczy, sala w Przylasku Rusieckim, obowiązują zapisy!


środa, g. 19.00-20.30 - sala gimnastyczna Szkoła Podstawowa im. Króla Kazimierza Wielkiego, ul. 3 Maja 23, Niepołomice;

 

piątek, g. 8.15 - Puszcza Niepołomicka, zbiórka  na parkingu przy barze Smak

niedziela, g. 9.00 - Puszcza Niepołomicka, zbiórka i wspólna rozgrzewka na parkingu z akcesoriami gimnastycznymi przy drodze w kierunku Szarowa.

 
 

Una meta un sueno. A goal a dream. Czyli Niepołomice Biegają na Transgrancanaria 2018

Data publikacji: 2018-03-07 10:00  |  Data aktualizacji: 2018-04-17 11:52:00
Una meta un sueno. A goal a dream. Czyli Niepołomice Biegają na Transgrancanaria 2018

W Polsce zima, zbliżają się siarczyste, największe w tym roku mrozy, a czworo członków naszej grupy pakuje sprzęt i wylatują na Gran Canarię, aby wziąć udział festiwalu biegowym Transgrancanaria 2018, w ramach którego startują najlepsi biegacze górscy świata, gdyż jeden z biegów (ten na 128 km) należy do cyklu Ultra Trail World Tour. My planujemy starty w Maratonie i w biegu na 30 km. Transferem z Krakowa przez mroźny Berlin, do ciepłego Las Palmas docieramy przed północą – wita nas temperatura +18°C.


 Wstaje dzień, w którym czeka nas krótka aklimatyzacja przed mającym nastąpić kolejnego dnia startem w maratonie – udajemy się na spacer po pięknych wydmach w Maspalomas, które przy słonecznej pogodzie pozwalają nam poczuć się jak na pustyni. Słoneczko mocno przygrzewa, temperatura momentami wynosi nawet 26°C i opalenizna dość szybko pojawia się na naszych bladych ciałach. 

 

 

Po pysznym posiłku składającym się z tapas i paelli odbieramy pakiety startowe w centrum Expomeloneras. Tam dowiadujemy się, że kolejnego dnia spodziewane jest pogorszenie pogody i obowiązkowe będzie posiadanie kurtek przeciwdeszczowych. Wracamy na nocleg, jemy kolację, pakujemy sprzęt do plecaków biegowych… aż tu nagle otrzymujemy wiadomość sms-em od organizatorów, że maraton zostaje przeniesiony na następny dzień. Przyczyną jest pierwsze od wielu lat poważne załamanie pogody (duży deszcz i szczególnie groźny silny wiatr), którego organizatorzy nie lekceważą i dla bezpieczeństwa korygują kalendarz festiwalu. Nam na szczęście ta zmiana nie wprowadziła poważnych kłopotów – musieliśmy jedynie skorygować nasze plany transportu na start, gdyż kazało się, że zarówno maraton jak i 30-tka startują w tym samym momencie, a kłopot polegał na tym, że nie w tym samym miejscu. 

 


Zmiana planów dała nam dodatkowy dzień aklimatyzacji, który wykorzystaliśmy na rekonesans w rejony startów – przekonaliśmy się, że w górach, w czasie deszczu, nawet na Kanarach temperatury są dużo niższe i wynoszą jedynie ok. 4°C. Sam wiatr i deszcz to dla biegaczy z Polski żaden problem – nie były one wcale większe od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w dużej części roku na naszych szlakach, jednak spadające w górach pod wpływem wody kamienie stanowiły pewne zagrożenie zarówno na ścieżkach jak i na drogach dojazdowych. Widoczność spowodowana chmurami wynosiła zaledwie kilka metrów. Mimo to, aż taka ostrożność organizatorów żeby przekładać bieg, wydawała się nam lekką przesadą – w Polsce zapewne przy takiej aurze zawody odbyłyby się zgodnie z planem – biegaliśmy już w dużo gorszych warunkach.

 


Rekonesans pokazał nam za to, że skoro w dniu startu pogoda miała się poprawić, to trzeba będzie się przygotować na bardzo zróżnicowane warunki w czasie całego biegu. Od zimna i deszczu rano na starcie, po upał w okolicach mety. Trzeba było się również nastawić na to, że w górach będzie mokro, błotniście i ślisko, a przed metą sucho, kamieniście i twardo. Ciekawostką „wycieczki” tego dnia była napotkana przypadkowo plantacja aloesu, gdzie w towarzystwie pracującej tam Polki – pani Marty – spędziliśmy ciekawe chwile degustując aloesowe specjały zdrowotne i sprawdzając na sobie kosmetyki zapewniające „wieczną młodość” naszej skórze ;) .

 

Dzień startu. Wstajemy wcześnie– jest ciemno, i w tych kanaryjskich ciemnościach zawozimy wypożyczonym samochodem Anię do Tunte – miejsca startu 30-tki i życzymy Jej powodzenia. Z uwagi na zmiany dnia i godziny startu maratonu, Ania zmuszona jest czekać dłużej na start, niż to było pierwotnie zakładane. Radzi sobie jednak wyśmienicie i już ok. 7 rano popija pyszną kawę w kawiarni, chroniąc się przed chłodem poranka przed startem zaplanowanym na 8:00.

 

 

My dojeżdżamy do kampingu na wysokości prawie 1700 metrów n.p.m. skąd startuje maraton – i nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, noc zamienia się w dzień. Mgły zaczynają ustępować. Bogusia zabiera samochód i wraca do Maspalomas, aby na linii mety oczekiwać na finiszujących. Jest zimno jak poprzedniego dnia, ale atmosfera wielkiego wydarzenia unosi się w powietrzu.

 

 

Przy kanaryjskiej muzyce w towarzystwie ok. 800 osób wyruszamy na trasę maratonu. Przed nami 42 km trudnych technicznie górskich szlaków. Jeśli ktoś patrząc na profil trasy zakładał, że będzie to przyjemny bieg „z górki na pazurki”, to cała trasa postanowiła zaprzeczyć temu założeniu – trasa bowiem wiedzie po śliskich skałach, błotnistych ścieżkach, wąskich trawersach, długich podejściach i po stromych zbiegach, a „na dobicie” gorącym dnem kanionu i kamienistym korytem rzeki. 1000 metrów w górę i 2700 metrów w dół daje się nogom mocno we znaki.

 

 

Na mecie feta, rzesze kibiców, medale, pamiątki, telewizja ;) i czekający przyjaciele. Zarówno na punktach odżywczych, jak i na mecie na biegaczy czekały suto zastawione smakołykami stoły z pysznymi posiłkami i napojami – dla każdego coś dobrego. Transgrancanaria zdobyta – teraz czas na podziękowania dla wspierającej nas logistycznie Bogusi i dla koleżeństwa z NB z Polski za doping oraz na zasłużony odpoczynek.

 

 

Pozostałe do powrotu do Polski 3 dni, spędziliśmy na zwiedzaniu wyspy, która co chwilę zachwycała nas różnorodnością krajobrazów, klimatu i roślinności.


Widzieliśmy wspaniałe górskie wodospady, mieniące się różnymi kolorami skały azulejos, wielkie kratery wygasłych wulkanów, ich zastygłą lawę nad brzegiem oceanu, wspaniałe wybrzeże klifowe i różnorodne plaże, piękne twory skalne w wysokich górach i zapierający dech w piersiach widok z podnóża Roque Nubio na Teneryfę wraz z górującą ponad nią ośnieżoną wulkaniczną górą Teide.
Odwiedziliśmy jedyną w Europie plantację kawy zagnieżdżoną wśród winnic, ogrodu bananowców, cytrusów i innych owoców tropikalnych. Oprowadzani po gospodarstwie przez kolejną Polkę – panią Magdę – spróbowaliśmy wypalanej na miejscu kawy, lokalnego wina, pysznych pomarańczy z plantacji, które rosnąc na drzewach już są sprzedane ;), pysznych serów, ciast i dżemów owocowych z kawą.
Zwiedziliśmy największy w Europie park kaktusów i nawet widzieliśmy baraszkujące w basenach delfiny. Codziennie nasze podniebienia odczuwały rozkosz lokalnych potraw, deserów i kawy ;)

 

 

Na zakończenie naszej wyprawy Gran Canaria pożegnała nas wspaniała tęczą – zjawisko to trwało od momentu wejścia na lotnisko aż po sam start samolotu.

 

A Kraków powitał nas najzimniejszą nocą tego roku i temperaturą -18°C. Brrr ! ;)

 

Ze statystycznego obowiązku podaję również nasze wyniki w biegach festiwalu Transgrancanaria:
Ania Oleksiak: dystans 30 km, przewyższenie +686 m/-1573m; czas 04:01:25
Agnieszka Kutyła: dystans 42 km, przewyższenie +1007m/-2685m; czas 05:52:08
Staszek Kutyła: dystans 42 km, przewyższenie +1007m/-2685m; czas 05:52:08

 

tekst: Staszek Kutyła

 

 
 

Strona została sfinansowana ze środków FIO